Jesteś cudem

Wyznaję.

depresja

 

Dziś wpis od serca, dla serca. Bo prawdą i tym, co czasami w człowieku siedzi bardzo głęboko, dzielić się trzeba. Mimo że każdy z nas jest inny, wszyscy w życiu mamy gorsze chwile. A doświadczenie innej osoby, słowa otuchy i poczucie, że nie jesteśmy z tym wszystkim sami, naprawdę mogą pomóc. 

 

CHOĆ ZABRZMI TO GŁUPIO, CZUJĘ, ŻE JESTEM TU DLA CIEBIE. 

Chcę, żebyś wiedział, że jestem taką rzeczywistą Klaudią, która ma często pod górkę, sporo przeszła i wciąż przechodzi. Klaudią, która nie raz musi walczyć, by zebrać siebie samą do kupy. Dziś właśnie o tym, bo wierzę, że dzielenie się tym, co często w sobie niepotrzebnie skrywamy, może pomóc drugiej osobie.

 

  

NA BLOGU JUŻ O TYM CICHUTKO WSPOMINAŁAM, ALE ZAWSZE BAŁAM SIĘ  NAPISAĆ O WSZYSTKIM OTWARCIE. 

Nie dojrzałam do tego, żeby mówić o moich problemach bez większego skrępowania. W głowie wciąż miałam myśl, że przeczyta to ktoś znajomy, ktoś z mojego otoczenia. Jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Uznałam to za moją prywatność, za coś, o czym nie powinien wiedzieć nikt. Za słabość, która nie powinna ujrzeć światła dziennego. 

Jednak czuję, że najwyższy czas o tym pogadać, tak zupełnie otwarcie, bez skrępowania. Rozliczyć się z przeszłością i pokazać, że takie problemy mogą dotknąć naprawdę każdego. Mimo że w Polsce wiele się zmienia, tematy chorób psychicznych wciąż są bardzo tabu. Łatwo mówić nam o złamanej nodze, grypie czy chorym kręgosłupie, ale kiedy słyszymy słowo depresja, zaburzenia odżywiania, schizofrenia, nerwica… zaczynamy czuć dziwny niepokój, a w większości uznajemy, że przecież nas to NIGDY nie dotknie. Wiesz, ja też tak myślałam. 

Nie chcę więcej ukrywać, że do mojej codzienności zapukała kiedyś… właśnie depresja. Jak ja bałam się tego słowa, wciąż się boję! Jednak nie wstydzę się przyznać do tego, że przez to przeszłam. Depresja, która była nieco nietypowa, bo mój silny charakter nie dopuścił do tego, bym rozsypała się zupełnie. Jednak psycholog, psychoterapia, psychoterapeuta nie są mi obcy. 

 

WSZYSTKO SPADŁO NA MNIE NAGLE I NIEOCZEKIWANIE, CHOĆ BYŁ TO EFEKT WIELU ELEMENTÓW, KTÓRE KUMULOWAŁY SIĘ WE MNIE PRZEZ CAŁE ŻYCIE. 

Bardzo ciężko mi to wszystko rozdrapywać, ale chciałabym Ci nieco opowiedzieć o tym, jak to było u mnie. Nie będę ukrywać, że początek depresji, lęków i nerwicy był ściśle związany z brakiem samoakceptacji, dużą utratą wagi i zaburzoną relacją z jedzeniem, jaka również pojawiła się w moim życiu. Nigdy nie miałam anoreksji czy bulimii, ale wiem, co to znaczy zbyt intensywne przywiązywanie uwagi do tego, co jem. Ćwiczenia fizyczne, które często wykonywane były ponad moje siły, nie zwracając uwagi na to, jak ma się obecnie mój organizm, też nie są mi obce.

 

KAŻDY POWINIEN MIEĆ KOGOŚ, 

Z KIM MÓGŁBY SZCZERZE POMÓWIĆ,

BO CHOĆBY CZŁOWIEK BYŁ NIE WIADOMO JAK DZIELNY,

CZASAMI CZUJE SIĘ BARDZO SAMOTNY. 

E. HEMINGWAY

 

W moim życiu nie było jednego, wielkiego załamania, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś jest nie tak. Przez dłuższy czas byłam świetną aktorką, która bała się przyznać do tego, że coś idzie źle, bardzo źle. Moje problemy ciągnęły się tak naprawdę przez cały okres studiów, a część z nich, jest ze mną niestety aż do dziś. Długo broniłam się przed wizytą u specjalisty, nie wspominając nawet o wspomaganiu się lekami, na które też musiałam się finalnie zdecydować. Moja wersja depresji nie doprowadziła mnie do stanu, w którym nie dbałabym o siebie, całe dnie spędzałabym w łóżku czy nie miałabym siły nawet z niego wstać, choć takie chwile też się zdarzały. Starałam się trzymać wszystko w rydzach i byłam cholernie zorganizowaną osobą, w której życiu wręcz zabrakło spontaniczności, a jeśli już się pojawiała, nie była szczera. To były raczej moje nieudolne próby udawania, że wszystko jest w porządku. Obok tego porządku, towarzyszyło mi wieczne poczucie niebezpieczeństwa i tego, że moje życie to jeden, wielki chaos, którego nie potrafię ogarnąć. Wszystko mnie przerastało, dosłownie wszystko. 

 

TO, CO DLA NORMALNEGO CZŁOWIEKA MIAŁO SENS, DLA MNIE TEN SENS TRACIŁO. 

Kiedy myślę o najczarniejszym okresie z mojego życia, jest mi bardzo źle i do oczu napływają łzy. Ja przestałam widzieć sens, we wszystkim. Na wszystko, co dobre, miałam złe wytłumaczenie. Często bywało tak, że nic mnie nie obchodziło, czułam przerażającą obojętność. Było mi obojętne, czy potrąci mnie samochód albo, czy ktoś mnie okradnie. Nie czułam nic, choć teraz nie potrafię pojąć, jak mogłam w ten sposób myśleć. 

Najbardziej mi smutno, kiedy myślę o mojej mamie. Mamie, która chciała pomóc najmocniej ze wszystkich, ale była bezsilna. Często pytała mnie: Dziecko, czego się boisz? Nie musisz martwić się o nic. Dobrze idzie Ci w szkole, masz przyjaciół, finansowo sobie poradzimy, a zdrowie też się unormuje. Nie musisz się bać i zamartwiać. I wiesz co? Wtedy bałam się jeszcze bardziej. Bałam się samej siebie, bo nie potrafiłam zrozumieć lęku, który się we mnie pojawiał i sprawiał mi wręcz fizyczny ból, którego normalnie funkcjonujący człowiek zrozumieć nie umiał. Do tego raniłam swoich bliskich, którzy chcieli pomóc, ale nie wiedzieli jak. 

 

MIMO ŻE NA ZEWNĄTRZ WYGLĄDAŁAM NA DZIEWCZYNĘ, KTÓREJ NAPRAWDĘ UKŁADA SIĘ IDEALNIE, W ŚRODKU NIE RADZIŁAM SOBIE Z NICZYM. 

Pewien okres z mojego życia, kiedy stany lękowe, załamania, obwinianie siebie o wszystkie bolączki tego świata i ogromny, wewnętrzny ból dawały o sobie znać najmocniej, pamiętam jak przez mgłę. Do dziś nie wiem, jak udało mi się skończyć studia i to z takim świetnym rezultatem. Moja możliwość koncentracji była w opłakanym stanie, czytając jedno zdanie, potrafiłam wracać do niego dziesięć razy, kompletnie nie wiedząc, o co w nim chodzi. Oprócz studiów świetnie radziłam sobie w kuchni, trenowałam, umiałam o siebie zadbać i dobrze wyglądać, wręcz do perfekcji. 

 

WIEM, ŻE WIELE OSÓB CHCIAŁO MI POMÓC, ALE POWTARZANIE, ŻE PRZECIEŻ NIE MAM SIĘ CZYM MARTWIĆ, BO MAM IDEALNE ŻYCIE, TYLKO BARDZIEJ MNIE DOBIJAŁO I NISZCZYŁO. 

Słysząc takie słowa, karałam siebie jeszcze mocniej. Jeszcze bardziej zamykałam się przed światem i nie mówiłam otwarcie tego, co czuję, bo wiedziałam, że i tak nikt mnie nie zrozumie. Nie wyobrażałam sobie, że ktoś może mieć takie problemy, jak ja, a okazuje się, że takich osób jest naprawdę dużo. Dziś wiem także, że najbliższe mi osoby, wiedziały, co jest na rzeczy. 

W tym okresie, każda, nawet najmniejsza decyzja, była dla mnie czymś nie do przejścia. Jak dziś pamiętam moment, kiedy kupiłam sobie wymarzony rower, który dodatkowo był przeceniony. Nie za pieniądze rodziców, a za własne, odłożone oszczędności, które zdobyłam dzięki stypendiom i dorywczej pracy w trakcie studiów. I wiesz co? Przez tydzień płakałam, bo nie byłam pewna czy to dobrze wydane 800 zł. A kiedy stwierdziłam, że chyba tak, pojawiał się problem, że przecież ja na taki rower nie zasługuję I wszystko zaczynało się od nowa. Spróbuj wyobrazić sobie, w jakim byłam stanie, kiedy miałam do podjęcia nieco ważniejsze, życiowe decyzje, kiedy dla mnie najmniejsze, codzienne wybory, były czymś nie do przejścia. Potrafiłam stać godzinę przy półce w drogerii i wybierać odżywkę do włosów, jakby miała to być najważniejsza decyzja w moim życiu. I nie chodziło o analizowanie składów, świadome porównywanie produktów czy radość z tej czynności, a brak poczucia, czego tak naprawdę potrzebuję, co lubię i co będzie mi odpowiadało. 

 

GUBIŁAM SIĘ W SWOICH MYŚLACH, A WRĘCZ ATAKOWAŁY MNIE ICH NATŁOKI. 

Pojawiały się lęki, problemy ze snem, a z czasem, dotknęły mnie również objawy somatyczne. Lęk nie był już tylko lękiem, czułam go całą sobą, ból w klatce piersiowej nie pozwalał normalnie oddychać. 

Mam za sobą dwie różne psychoterapie, które w jakiś sposób pomogły, bo dały mi narzędzia, które ułatwiły mi naukę siebie na nowo. Jednak żadna nie była na tyle długa i intensywna, by pomóc mi poukładać wszystko całkowicie. 

Nawet w najgorszych okresach byłam osobą, która potrafiła pocieszyć i pomóc wszystkim dookoła. Doradziłam, przytuliłam, pocieszyłam, podzieliłam się słowem otuchy i wsparcia. Tylko wiesz co? Kompletnie nie umiałam pomóc sobie samej. 

2-3 miesiące przed wyjazdem do Norwegii, musiałam zdecydować się na przyjmowanie leków. Broniłam się przed nimi 3 lata, ale z perspektywy dnia dzisiejszego, nie żałuję tej decyzji. Wiem, że w tamtym momencie były mi naprawdę potrzebne. Leki sprawiły, że znalazłam w sobie siłę do zbudowania wszystkich fundamentów na nowo. Odstawiłam je po około 7 miesiącach, już będąc w Norwegii. Nie odczułam żadnych skutków ubocznych i wszystko przebiegło zupełnie normalnie, bez większych zmian w moim samopoczuciu itp. 

 

KIEDY PRZESZŁAM PRZEZ TO WSZYSTKO SAMA, ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, DLACZEGO TAK CIĘŻKO ZROZUMIEĆ TEN STAN INNYM. OSOBA, KTÓRA NIGDY NIE MIAŁA PROBLEMÓW PSYCHICZNYCH, NIE POTRAFI POJĄĆ, CO CZUJESZ, NAWET PRZY NAJLEPSZYCH INTENCJACH I OGROMNEJ CHĘCI NIESIENIA POMOCY.

Nie mam do nikogo o to pretensji. Jednak pamiętajmy, że osobie, która cierpi na depresję, na pewno nie pomogą słowa: dzieci w Afryce głodują, a Ty masz tak dobrze i wciąż narzekasz. 

Osobie chorej na depresję na pewno pomoże… Twoja obecność. Oprócz tego, a raczej przede wszystkim, dobry specjalista, który oceni sytuację i podpowie, co robić z tym wszystkim dalej. 

 

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS, NIE ZREZYGNOWAŁABYM Z TEGO, PRZEZ CO PRZESZŁAM I WCIĄŻ PRZECHODZĘ. 

Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, że bez tych wydarzeń nie byłabym tym samym człowiekiem. A jak jest teraz? Wszystko lubi wracać jak bumerang. Jednak jak napisała jedna z moich czytelniczek:

 

Kiedyś myślałam, że nie poradzę sobie z tym, ale coraz częściej, gdy bumerang wraca, ja go łapię, ale szybko odrzucam. On wróci, ale ja na chwilę odetchnę i im będę silniejsza, tym mocniej i dalej będę rzucać, więc więcej czasu będzie wracał. 

 

Te słowa tak idealnie odzwierciedlają moją obecną sytuację, że aż mam gęsią skórkę.

 

JESTEM SILNIEJSZĄ KLAUDIĄ, Z DNIA NA DZIEŃ ZACHODZĄ WE MNIE RÓŻNE ZMIANY. 

Jednak czasami ten bumerang wraca, zmiatając mnie z ziemi, rozkładając na łopatki, a wręcz na milion małych kawałków. Wiem, że dla osób, które nigdy nie zetknęły się z depresją, to wszystko jest nieprawdopodobne i niezrozumiałe. Dla mnie też było. I byłam przekonana, że jestem ostatnią osobą, którą może to spotkać.  

 

TEN BUMERANG POTRAFI WRÓCIĆ NAWET WTEDY, KIEDY KOMPLETNIE SIĘ GO NIE SPODZIEWAMY. 

Ostatnio wrócił do mnie na wakacjach. W ciągu całego prawie 2-tygodniowego wyjazdu zdarzyły się dwa dni, kiedy byłam w kompletnej rozsypce. 

 

⋅⋅⋅⋅⋅

W moim życiu nadal pojawia się dużo lęku, który potrafi uderzyć z podwójną siłą. 

W moim życiu nadal jest dużo pytań, na które cholera nie znam odpowiedzi. 

W moim życiu wciąż jest dużo niewiadomych i zbyt intensywnego rozmyślania o przyszłości. 

W moim życiu wciąż jest dużo łez i mniej uśmiechu. 

W moim życiu wciąż są dni, gdzie obok euforii i radości, pojawia się nieoczekiwany smutek i bezpodstawne wyrzuty sumienia. 

W moim życiu wciąż uczę się radości z małych rzeczy oraz patrzenia z zachwytem na to, co zachwycać powinno. 

W moim życiu wciąż pojawiają się dni, kiedy chcę zniknąć, zapaść się pod ziemię i nie interesuje mnie nic, wszystko jest mi obojętne. 

I choć najgorsze mam już za sobą, wciąż bardzo dużo energii zużywam na to, by stać się silną Klaudią, która uwierzy, pokocha siebie w całości i zacznie brać życie takie, jakie jest. 

⋅⋅⋅⋅⋅

 

UDAWANIE, ŻE WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU, WCALE NIE JEST W PORZĄDKU! 

Uczę się śmiać, kiedy chcę się śmiać, krzyczeć, kiedy chcę krzyczeć i płakać, kiedy chcę płakać. Za dużo w moim życiu było tłumienia skrajnych emocji, co zabierało najwięcej mojej energii. 

Jednak nie da się ukryć, że część przykrych objawów jest ze mną do dziś. Problemy ze snem, z którymi radzę sobie coraz lepiej i planuję o tym napisać. Ból w klatce piersiowej, duszności, lęk, dziwne blokady i apatia, zbyt intensywne rozmyślanie o nieistotnych szczegółach… To wszystko przeplata moją codzienność, choć z coraz mniejszą intensywnością. 

  

KOCHAM ŻYCIE,

BO CÓŻ INNEGO NAM POZOSTAŁO.

A. HOPKINS

  

NA SAM KONIEC CHCIAŁABYM WSPOMNIEĆ O SOCIAL MEDIACH, KTÓRE NAPRAWDĘ POWINNIŚMY TRAKTOWAĆ Z DYSTANSEM. 

Mimo że mój Instagram, blog czy profil na Facebooku, mogą wyglądać dla Ciebie idealnie, pamiętaj, że ja traktuję je jako formę upustu dla swojej kreatywności. Lubię łapać piękno w codziennych, zwykłych momentach, ale nie oznacza to, że moje życie jest idealne. Wręcz odwrotnie. 

 

NA BLOGU I W SOCIAL MEDIACH CHCĘ BYĆ WIARYGODNA, ALE JEDNOCZEŚNIE, WCIĄŻ SZUKAM GRANICY MIĘDZY ŚWIATEM ONLINE I MOJĄ PRYWATNOŚCIĄ. 

Dodając ten wpis, nieco przesuwam tę granicę, ale jest mi z tym bardzo dobrze. Nie wstydzę się moich przeżyć, a wręcz jestem z nich bardzo dumna. I w głowie mi się nie mieści, jak wiele osób ma/miało podobne problemy, choć wciąż nie mówi się o tym wystarczająco dużo. 

 

 

MOJE DOŚWIADCZENIA NAUCZYŁY MNIE,  BY NIGDY NIE OCENIAĆ NIKOGO POCHOPNIE, KAŻDY ZASŁUGUJĘ NA SWOJĄ SZANSĘ. 

Nigdy nie wiesz, ile łez musiało się pojawić, by na czyjejś twarzy, wreszcie zagościł uśmiech. 

 

TO, CO NAPRAWDĘ SIĘ LICZY,

NIE ZAWSZE MOŻE BYĆ POLICZONE. 

TO, CO MOŻNA POLICZYĆ,

NIE ZAWSZE SIĘ LICZY. 

A. EINSTEIN

 

Polecam Ci również lekturę najpopularniejszego wpisu na blogu, który dotyczy akceptacji i miłości do siebie samego, a opowiadam w nim również moją historię. 

 

JAK ZAWSZE NA KONIEC, CZEKAM NA TWÓJ KOMENTARZ, A POD TYM WPISEM, LICZĘ NA NIEGO WYJĄTKOWO MOCNO. 

Ten tekst jest chyba najważniejszym i najtrudniejszym tekstem w całej historii mojego blogowania. Zbierałam się do jego napisania od dawna i wciąż mam mieszane uczucia, kiedy myślę o jego publikacji. Jednak czuję, że jestem gotowa na otwarte mówienie o tym, co może spotkać każdego z nas. Pamiętaj, że jestem i możesz napisać do mnie w każdej chwili. Odpisuję na wszystkie wiadomości, komentarze, oczywiście w miarę możliwości, przede wszystkim czasowych. 

 

KAŻDY LAJK, UDOSTĘPNIENIE CZY KOMENTARZ SĄ DLA MNIE NA WAGĘ ZŁOTA. DLA CIEBIE TO CHWILA, A DLA MNIE, BEZCENNA POMOC W ROZWOJU BLOGA. 

Znajdziesz mnie na FacebookuInstagramie i Bloglovin. Szczególnie polecam Ci zajrzeć na moje InstaStory, gdzie dzielę się urywkami z mojej codzienności. Wpadaj i bądźmy w kontakcie, ściskam! 

 

 

  • Klaudia dziękuję za ten tekst. Świetnie, że napisałaś i mam nadzieję, że bumerang w pewnym momencie gdzieś się zgubi lub zahaczy o jakąś dobrą gałąź – na pewno tak będzie.
    U mnie na tapecie bardzo podobne przemyślenia… nie pozwalamy sobie na kryzysy, jakby były oznaką słabości, a tymczasem są najbardziej naturalnym składnikiem życia. Kilka lat temu miałam podobny etap i choć nie podjęłam wtedy żadnej terapii (cóż, wtedy nie wiedziałam nawet, że mogę, taki pomysł nie przyszedł mi do głowy), to przez rok-dwa lata, czułam się tak jak opisujesz. I z perspektywy czasu sądzę, że właśnie wtedy depresja pukała do drzwi i cieszę się, że rozpoczęłam wtedy poszukiwania prawdziwej siebie (pod warstwą tej „stworzonej” przez świat zewnętrzny), bo nie wiem co by było, gdybym nie dotarła do swoich emocji, lęków i oczekiwań z wtedy. Płakanie każdego dnia, niemożliwość wstania z łóżka przez cały dzień i poczucie, że wszystko jedno, co się stanie, a do tego „ludzka twarz” na zewnątrz to były moje dni. Dziś wiem, że był to bardzo poważny w moim życiu kryzys, ale dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem.

    Jest taki tekst u Edyty Zając, który zaraz będę polecać przy okazji Czego słuchać w trakcie pracy – „To tylko etap”. Etapy mijają, odchodzą. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale jedno co jest pewne, to to, że to minie, nawet jeśli do tej zmiany jeszcze trochę czasu. W końcu wiatr się zmieni i znów będzie inaczej. To dobrze, mimo że wszyscy boimy się zmian, czasem nawet panicznie. Ale zmiany są nadzieją. A z perspektywy czasu ogromnym doświadczeniem, dzięki któremu nie tylko jesteśmy coraz mądrzejszymi ludźmi, ale mamy też coraz większą empatię dla innych.

    Ściskam i dziękuję za tekst! :*

    • Aneta, też mam taką nadzieję i szczerze w to wierzę. ;*

      A czytając Twoje wspomnienia, szczerze się uśmiecham i gratuluję, że tego dokonałaś. Ja, mimo że mam za sobą dwie psychoterapie, szczerze mogę przyznać, że żadna z nich nie dała mi tak naprawdę 100% pomocy, o czym wspomniałam w tekście. Wiele zależy od nas, ważne, żeby chcieć coś zmienić, mieć świadomość problemu i powoli budować fundament, który pozwoli dokonać większych zmian.

      Do tekstu, o którym wspomniałaś, na pewno zajrzę, dziękuję za polecenie.

      Zastanawiam się, co jeszcze mogę napisać, ale chyba żaden, dodatkowy komentarz nie jest tu potrzebny. <3

      • Bo czy to nie jest tak, że tylko my możemy rzeczywiście sobie pomóc…? Tak myślę (nie w tym sensie, że terapia jest niepotrzebna, ale że jest podaniem ręki, po której musimy wspiąć się już z własnej inicjatywy). Kurczę, i chyba nie ma nikogo, kto wszystko ma świetnie przepracowane – życie co chwilę stawia nas przed nowymi wyzwaniami i na tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono. Ale to nic. „Progress, not perfection” – wisi nad moim biurkiem. <3

  • myslobook.pl

    Gratuluję Ci odwagi, której potrzebowałaś do opowiedzenia tej historii! Wyobrażam sobie, jak trudny był to dla Ciebie krok. Oczywiście trzymam za Ciebie kciuki w każdym możliwym sensie. A Twój tekst jest dla mnie wyjątkowo ważny – dzięki niemu łatwiej zrozumieć mi bliską osobę, która zmaga się z depresją. I jeszcze jedno – jestem z Ciebie dumna. Cudownie, że znalazłaś w sobie nie tylko odwagę, ale również chęci, aby opowiedzieć o swoich zmaganiach!

    • Wzruszam się, bardzo. Cieszę się, że moje wyznania, chociaż w niewielkim stopniu Ci pomogą. Zrozumienie to podstawa.

      Dziękuję, po prostu, <3

  • Hej! Piękny i wzruszający tekst. Do takich trzeba wiele odwagi, dystansu i pokory. Najbardziej przed sobą i dla siebie. Temat mi bliski i żeby nie spamować napiszę tylko że poruszyłam u siebie ten sam temat. Może to czasem próba pomocy innym, może sobie. Wołanie. Nie mniej jednak bardzo się napracowałaś i tym samy ogłaszam, że zostaję z Tobą na dłużej ;).

  • Hej Kochana! Dziękuję za ten tekst. Wiele razy przekonałam się, że każdy z nas ma swoją trudną historię. O „takich” rzeczach nie mówi się głośno, bo wszyscy się wstydzimy, boimy się opinii innych. Tym bardziej gratuluję Ci odwagi. Warto dzielić się trudnymi chwilami po to chociażby, aby pokazać innym, że nasze problemy nie są powodem do wstydu. Bo każdy z nas ma swoją historię.
    Nawet jeśli to wygląda idealnie na Instagramie… 😉 Życzę Ci, aby takie stany powracały jak najrzadziej. Ściskam mocno,
    Kasia

  • Kaśka Kamińska

    Piona Klaudia! Ja o swoich najgorszych jedynie dwóch miesiącach w życiu opowiadam pełną japą, tylko po to by zabijać chore stereotypy i uczyć ludzi, jak pomagać (;
    Mamy to samo w głowach wiesz?

    • No bo jak to tak, Kaśka Kamińska, ta szalona i przebojowa Affro, mogła mieć bardzo zły czas w swoim życiu? Niemożliwe! 😉
      Dziękuję Ci za komentarz i też czuję, że mamy baaaardzo podobne podejście do życia. Pozdrawiam ciepło Kasia! <3

  • Paulina Siedlich

    Nie będę Ci opowiadać o swoim bólu, powiem tylko, że rozumiem i podziwiam odwagę <3.
    Jak będziesz kiedyś jechać (lecieć pewnie) do rodziców przez Warszawę i będziesz miała nadmiar wolnego czasu, to daj znać. Chciałabym Cię przytulić :).

    • Paulina, na przytulasa zawsze chętne i dam znać na pewno. <3
      Dużo siły i odwagi dla Ciebie, bo silne z nas kobiety! Choć smutno mi czytać, że rozumiesz to, o czym piszę. Takie komentarze tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, pisząc o swojej historii. Nie jesteśmy z tym wszystkim sami, o nie!

  • podziwiam Cię kochana za odwagę do napisania i opublikowania tego, bo ja nie wiem czy będę w stanie kiedyś tak otwarcie się tym podzielić! jednak, wiesz co, warto! warto, bo dzięki temu można pomagać ludziom, a tym samym wzbogacać nasze relacje z innymi! bardzo mnie poruszyłaś tym co napisałaś, moja historia jest nieco inna (lecz wciąż bardzo podobna), dziękuję Ci z te słowa.
    oczywiście posyłam dużo ciepełka i uśmiechu, by te gorsze chwile zdarzały się jak najrzadziej nam wszystkim! :*

    • Daria, dziękuję! Każdy z nas jest inny, ale boli mnie strasznie, że mamy ze sobą tak wiele wspólnych, smutniejszych chwil, które spotkały/wciąż spotykają nas w życiu. Pamiętaj, że nie jesteś sama i nie masz się czego wstydzić. Ja się wstydziłam, zdecydowanie za długo. Mimo że nie znamy się osobiście, Twoje komentarze i treści, które publikujesz w social mediach, utwierdzają mnie w przekonaniu, że jesteś niesamowicie wrażliwą osobą z cudownym wnętrzem. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy miały okazję poznać się osobiście. <3
      Na wszystko potrzebny jest czas, ale będzie dobrze, wierzę w to!

  • Kasia Olbromska

    Bardzo Ci dziękuje za ten wpis. Przeczytałam go tak jakbym czytała swoja własną historie i aż ciarki mi po plecach przechodziły. Rozumiem bardzo dobrze, kiedy piszesz, że ciężko jest otwarcie mówić o tych czarniejszych chwilach w naszym życiu bo sama próbuje o tym pisać w sieci i jest to dla mnie też bardzo bolesne. Ja, uważam, że warto tak pisać, gdyż jak ja byłam ( i też nadal czasami jestem) w tym gorszym okresie swojego życia to czułam się bardzo samotnie i wydawało mi się, że wszyscy ludzie świetnie sobie radzą i tylko ja jestem taka jakaś słaba i gorsza. Takie wpisy jak Twój są bardzo ważne bo dajesz innym poczucie, że w cierpieniu nie jesteśmy sami i nie można się wstydzic o tym mówić. Trochę trzeba odlukrować ten świat i pokazywać prawdziwych ludzi którzy czasami są piękni i szczęśliwi a czasami cierpią i płaczą.

    • Kasiu, przykro mi czytać, że utożsamiasz się z moją historią. Jednak jak napisałam w innym komentarzu, to tylko umacnia mnie w przekonaniu, że warto o tym pisać! Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób w naszym otoczeniu ma podobne problemy. Lubimy oceniać po okładce, choć nie można mieć o to do nikogo pretensji, bo każdy z nas jest świetnym aktorem, który próbuje wiecznie udawać, że jego życie ma się dobrze, kiedy ‚za kulisami’ przeżywamy życiowe tragedie. Życzę Ci dużo energii, odwagi, ciepła, spokoju, cierpliwości do siebie samej. <3 A przede wszystkim tej cierpliwości, bo bez niej nie ruszymy dalej.

  • <3

  • Michalina Bogucka

    Mogłabym napisać tu cały poemat na temat twojej odwagi i siły ale powiem tyle JESTEM CHOLERNIE DUMNA! Cały czas mam w głowie Klaudię która znika w oczach, która chcę pokazać że jest okej a tak naprawdę staje się malutką, cichutką, bezradną kobietką. Dziś, czytając ten wpis wiem że wróciła dziewczyna którą poznałam jako mały smarkacz i od razu się w niej zakochałam (serio nie dałam jej przez tydzień chwili spokoju) bo tryskała siłą, energią, dobrem i pięknem. Klauduś trzymamy kciuki z całą rodziną za Ciebie !<3

  • Bogumiła Bober

    Brawo Klaudia. Jesteś Wielka! Im

  • Głupio to napisać, ale.. to ciekawa historia. Nie spotkałam się z tak pogłębioną analizą własnej depresji. Mnie spotkała depresja poporodowa, która trwała w czasie połogu i to był najkoszmarniejszy czas. Czułam się jak zombi, wiedziałam, że nie jestem sobą, dlatego w jakimś mini stopniu rozumiem ludzi z depresją.

    • Hej! To nie żadna pogłębiona analiza, a zwykłe wyznanie, płynące prosto z serca. 😉 Nie jestem mamą, ale domyślam się, że ten czas musiał być dla Ciebie ciężki, bardzo ciężki! Dobrze, że masz to już za sobą, pozdrawiam!

  • Hej 🙂 Przede wszystkim chciałam Ci napisać, że bardzo Cię podziwiam za takie wyznanie, na pewno nie było to łatwe… Poza tym, chcę Ci podziękować. Jak tak czytałam Twój tekst, przyszło mi do głowy, że to trochę, jakbym czytała o sobie. Niby wszystko u mnie OK, lepiej niż kiedykolwiek… ale mam dziwne wrażenie, że balansuję na granicy czegoś złego, że moje codzienne aktywności wymagają więcej wysiłku niż kiedykolwiek, że to, co kiedyś dawało totalnego kopa, już tak nie cieszy. Chyba jednak poszukam dla siebie pomocy… Wczoraj mimo wielu obaw napisałam do znajomego, o którym wiedziałam, że mógłby mi kogoś sensownego w moim mieście polecić, choć mega ciężko było się przyznać, że w zasadzie to nie jest najlepiej. Jednak zaskoczeniem było, kiedy dowiedziałam się, że on też miał kiedyś gorsze chwile i znalazł dla siebie pomoc profesjonalisty… choć w sumie to jak napisałaś: nigdy nie wiemy ile kosztował kogoś aktualny uśmiech.
    Dziękuję Ci jeszcze raz i pięknego weekendu życzę 🙂

    • Cześć kobietko! Bardzo się cieszę, że podjęłaś taką decyzję. Tak jak napisałam, ja wstyd czułam zdecydowanie za długo i z perspektywy czasu, nigdy bym tego nie powtórzyła. Nie wstydź się siebie, Ty jesteś najważniejsza i MUSISZ zawalczyć o to, żeby było lepiej. Nie ma nic złego w tym, że nie umiesz sobie pomóc sama. Mam nadzieję, że trafisz na kogoś mądrego. Nie masz za co dziękować, nawet nie wiesz jak się cieszę, że pomogę chociaż jednej osobie. <3 Ściskam!

  • Pingback: O de[resji jak bumerang – Dziennik uważności()

  • Pingback: Miesiąc w skrócie | Maj 2017 | Zen Blog()

  • Zacisze Lenki

    Bardzo przydatny wpis. Ja właśnie mam taki trudny, depresyjny czas. Na Twój wpis trafiłam z bloga jestrudo, zostaję i dodaję Twój blog do obserwowanych.

    • Hej! Cieszę się, że w jakimś stopniu mogę pomóc Ci tym, że opowiadam o swoich doświadczeniach. I powiem więcej, choć możesz w to na razie nie wierzyć, da się wyjść z najgłębszego dołka. Pamiętaj, że nie jesteś z tym sama i zasługujesz na pomoc. Jeśli masz jakieś pytania, wiesz gdzie mnie szukać. Pozdrawiam!

  • Czytało mi się to tak dobrze i lekko. Podziwiam, za to co przeszłaś, że przetrwałaś i przede wszystkim, że potrafisz o tym wszystkim napisać…

    • Nie ma za co podziwiać Paula! To przyszło naturalnie, chęć podzielenia się tą historią z innymi, bo wiem, że mogę pomóc, po prostu. Po co milczeć, skoro można zrobić coś więcej? Pozdrawiam! 🙂

  • Pingback: Depresja, gdzie szukać pomocy? Gdzie warto się udać i jak sobie pomóc?()

Close