Jesteś cudem

Jak zaakceptować swoje ciało i pogodzić się z niedoskonałościami?

jak zaakceptować swoje ciało

 

Jest jedna rzecz, której w życiu żałuję najbardziej. Jest nią fakt, że nikt nigdy nie nauczył mnie… samoakceptacji. Dziś pogadamy o naszych ciałkach i o tym, jak pokochać siebie, nawet jeśli waga pokazuje nieco więcej, niż wcześniej. Jak zaakceptować swoje ciało i czy istnieje jednoznaczna odpowiedź na to pytanie? 

 

Opowiem Ci najpierw co nieco o sobie, posłuchasz? 

 

Zawsze byłam tą atrakcyjną Klaudią. Zawsze było mnie wszędzie pełno, zawsze przyciągałam uwagę innych, choć nie dążyłam do tego na siłę. Już jako dziecko, wielokrotnie byłam atrakcją m.in. na rodzinnych imprezach czy spotkaniach towarzyskich moich rodziców. Tu sypnęłam jakimś żartem, tu kogoś zaczepiłam, tu podkochiwało się we mnie kilku chłopaków z klasy, tu dostałam pierścionek z gumy kulki od rówieśnika, a tam uśmiechnęłam się szeroko i zauroczyłam kogoś słodkimi dziurkami w policzkach. Naprawdę, nie wiem, jak to się działo, ale bardzo często byłam w centrum uwagi, choć wielokrotnie wcale tego nie chciałam, naprawdę wolałam być w cieniu, nie wychylać się. 

Gimnazjum zaczęłam w zupełnie innym mieście, gdzie musiałam zderzyć się z zazdrością rówieśniczek o moje powodzenie wśród chłopaków, co wcale nie było mi to na rękę. Przeprowadziłam się z małej miejscowości do większego miasta, a zazdrosne koleżanki nazywały mnie często wieśniarą, która powinna wracać do krów. To strasznie przykre, jak okrutni potrafimy być dla siebie nawzajem, szczególnie w takim  nastoletnim wieku. Teraz się z tego śmieje, ale w wieku 13 lat, było to niesamowicie… stresujące? 

Wtedy nie miałam problemów z samoakceptacją, a raczej po prostu o tym nie myślałam. Wyrosłam z małego pączusia na dosyć szczupłą i smukłą nastolatkę, która intensywnie trenowała sztuki walki, a wcześniej również pływanie. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy moja kobieca strona sylwetki rozwinęła się zbyt szybko. Duży biust stał się kompleksem, który przerodził się w mój największy koszmar. Nietypową sylwetkę odziedziczyłam po mamie, która ma podobną budowę ciała. Szerokie barki, duży biust, długie nogi i mały tyłek.  

Nigdy nie byłam gruba, rówieśniczki zawsze zazdrościły mi sylwetki, miałam powodzenie u chłopaków, byłam uśmiechnięta i naprawdę dawałam się lubić. Jednak już pod koniec liceum moje problemy z samoakceptacją przeradzały się w koszmar. Potrafiłam płakać w łóżku, milion razy zmieniać ubrania, by tylko lepiej zatuszować swój biust i sprawić, by nikt nie zwracał na niego uwagi. Tak naprawdę tylko ja sama wiem, ile mnie to energii kosztowało, pomijając już frustrację, rozgoryczenie i nienawiść do siebie samej. Inni widzieli tylko efekt końcowy, wierzchołek góry lodowej. 

W klasie maturalnej, kiedy skończyłam z Taekwon-do, postanowiłam się odchudzać. Udało mi się zrzucić kilkanaście kilogramów, przestawienie się ze śmieciowego żarcia na zdrowe jedzenie, szybko dało efekty. Jednak jak to u mnie bywa, do wszystkiego staram się podchodzić na 100% i z odchudzaniem było podobnie. 

 

jak zaakceptować swoje ciało

 

Przez około 3-4 lata byłam strasznym chudzielcem. I w sumie sama do końca nie potrafię stwierdzić dlaczego. Jadłam naprawdę bardzo, ale to bardzo dużo, ale zdrowego jedzenia. Nie liczyłam kalorii, nie głodziłam się, choć wiem, że wpadłam w szpony obsesyjnego myślenia o posiłkach, o diecie, o moim ciele i o kilogramach. Wydaję mi się, że mój rozwalony układ hormonalny, dużo stresu i treningi robiły główną robotę. Byłam bardzo schorowana, miałam wiele badań, błąkałam się od lekarza do lekarza. Największe problemy były ze sprawami kobiecymi, później do nich doszła chora tarczyca i Hashimoto, które towarzyszą mi do dziś. 

Po 4 latach kilogramy wróciły. Dlaczego? Jak do tego doszło? Spokojniejsze życie, mniej stresu, więcej miłości w życiu i choć w pewnym stopniu, uregulowanie tarczycy. Musiałam ponownie wymienić garderobę. W diecie zmieniłam naprawdę niewiele, a początkowo nic! Mogę nawet stwierdzić, że jadłam/jem mniej, niż w okresie bycia ekstremalnie szczupłą. Dopiero później w moim życiu zagościła dieta wegańska. Jestem pewna, że w dużej mierze na moje kilogramy ma wpływ moja psychika, ale też hormony. Mój organizm potrzebował tej zmiany, a ja z wychudzonej Klaudii, wróciłam do normalnych, naturalnych kształtów, które są dla mnie optymalne Wystarczy gadaniny o mnie, choć ten przydługi wstęp był niezbędny, bym mogła lepiej zobrazować Wam problem, o którym chcę z Wami pogadać! 

 

Chcę porozmawiać o akceptacji, która stanowi ogromny problem wśród wielu z nas! 

 

Ja niestety również się z nim zmagam. Kiedy byłam bardzo szczupła, nie raz patrzyłam w lustro i nie wierzyłam, że to ja. Czułam się pięknie i atrakcyjnie, jednak już po chwili, moja zaniżona samoocena sprawiała, że potrafiłam nienawidzić każdy centymetr swojego ciała. Niestety tak mam do dziś, dalej mam zaburzony obraz siebie, choć moja samoakceptacja wskoczyła na wyższy level i jest naprawdę dużo, dużo lepiej. Wiem, że wiele kobiet zmaga się z podobnymi problemami, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo! Może podobny problem ma Twoja siostra, koleżanka z ławki, znajoma z uczelni albo perfekcyjna fit instagramowiczka, którą obserwujesz z zazdrością.

Niestety wiele z nas nie u mnie, a może po prostu nie ma odwagi się do tego przyznać. Ja mam, bo chcę pomóc innym! Chcę pomóc sobie, Tobie i każdej kobiecie, która kiedykolwiek myślała o sobie, jak o najgorszym wrogu. Wiele z nas udaje, że problem po prostu nie istnieje, że wszystko z nami w porządku, co prawdą nie jest. 

Chciałabym Cię przekonać do czegoś bardzo, bardzo ważnego. 

Twoje ciało nie może być Twoim wrogiem. Jeśli tak jest, każda inna dziedzina Twojego życia jest zwykłą parodią, przykrywką tego, w jakiej rozsypce jesteś. Jeśli nie pokochasz i nie zaakceptujesz siebie, cała reszta będzie tylko odskocznią dla traktowania siebie, jak największego wroga. 

Zacznij od siebie, naprawdę. Nie, nie dam Ci gotowej recepty na to, jak zaakceptować siebie i pokochać każdy centymetr swojego ciała, ale chcę podzielić się z Tobą myślami, które powinny pomóc Ci poukładać sobie pewne sprawy w głowie. 

 

Wcale nie potrzebujesz aprobaty innych, by czuć się wartościowa. 

 

Wciąż czekasz na miłość, na drugą połówkę, która sprawi, że poczujesz się piękna, doceniona i kochana? Naprawdę myślisz, że tak to działa? A wiesz, kto jest Twoim najlepszym przyjacielem? Ty sama. Wbij sobie do tej pięknej, zgrabnej główki, że to Ty jesteś najważniejsza, że to jest Twoje życie i Twoje ciało, a im prędzej je zaakceptujesz, tym łatwiej będzie Ci wprowadzać zmiany i robić coś… z miłości do siebie! 

 

Pokochaj siebie, bo dopiero wtedy będziesz mogła dać miłość innym. 

 

Ileż w tym prawdy! Życie w nienawiści do siebie samej sprawia, że oszukujemy i siebie i partnera, przy okazji go wykorzystując. Bo przecież w kółko musi nas upewniać, że jesteśmy piękne, że jesteśmy czegoś warte, że jesteśmy atrakcyjne, bo same o tym zapominamy. Zapominamy o tak oczywistych rzeczach. Potrafimy pocieszać naszych przyjaciół, doradzać rodzinie, traktować innych z szacunkiem, a czemu siebie, tak często stawiamy na szarym końcu? Oceniamy się zbyt surowo, porównując się z ideałami, które tak naprawdę nie istnieją. Daj sobie z tym spokój, pracuj nad sobą każdego dnia i uwierz, że możesz wiele! Pokochaj siebie, a wtedy wszystko pójdzie z górki, serio. 

 

Ciało, cyferki na wadze i wygląd zewnętrzny to nie wszystko, jesteś czymś więcej. 

 

Czy to wymaga dłuższego wyjaśnienia? Chyba nie. Przykre jest to, że tak często o tym zapominamy, tak, ja też. Wszystko jest dla ludzi, ale jak to mówią, z umiarem. 

 

Nie zazdrość osobom, które w Twoim mniemaniu wyglądają idealnie, nigdy nie wiesz, przez co przeszły. 

 

jak zaakceptować swoje ciało

 

Jak podoba Ci się dziewczyna ze zdjęcia? Tak, to ja, jakieś 2-3 lata temu. Co myślisz? Pewność siebie bije po oczach? Szkoda, że ja miałam ochotę wybiec z sesji, schować się pod koc i już nigdy nie pokazać się światu. Mój brak pewności siebie sprawiał, że kompletnie nie umiałam cieszyć się swoim ciałem, swoim pięknem, ale przede wszystkim, tym pięknem wewnętrznym! Zapominałam jak wiele mam światu do zaoferowania. 

Mam na swoim koncie małą przygodę z modelingiem. W sumie, do tej pory trwa mój kontrakt, który podpisałam z jedną z popularniejszych agencji w Warszawie. Byli mną zachwyceni, miałam opcję wyjazdu do Włoch i Francji. Ale wiesz co? Ja nie chciałam. Byłam tak niepewna siebie, że nie wierzyłam w żadne pozytywne słowo, skierowane do mojej osoby. W to, że mam idealne ciało, że mogę spróbować tej przygody, że mam potencjał, że może coś fajnego z tego wyjdzie. Wiele tygodni biłam się z myślami, ale ostatecznie stwierdziłam, że to nie jest dobry moment w moim życiu, oraz że to nie dla mnie. Czy żałuję? Nie, bo wiem, w jakim stanie była wtedy moja psychika. Byłam biedną, przerażoną Klaudią, która potrzebowała pomocy. 

 

Zdrowe i świadome odżywianie powinno być czymś, co robisz dla zdrowia i przyszłości, a nie tylko i wyłącznie dla kalorii i utraty wagi. 

 

Na chwilę zapomnij o kaloriach, zapomnij o liczbach, zapomnij o wadze. Jesteś tylko Ty, Twoja przyszłość i ciało, które, mimo że jest niedoskonałe, jest piękne i wyjątkowe. Zacznij traktować zdrowe odżywianie jako coś oczywistego, coś, co pozwoli Ci poprawić komfort Twojego życia. Ucz się, czytaj, podglądaj lepszych, szukaj najlepszego rozwiązania dla siebie samej, ale nie naśladuj ślepo innych. Pamiętaj, że w życiu nic nie jest czarne albo białe. Tak sam jest z dietą i aktywnością fizyczną. Nie ma diety idealnej, nie ma perfekcyjnego treningu. Jedyne co możesz zrobić, to przestać oszukiwać siebie i zacząć żyć w zgodzie z samą sobą. Pamiętaj, że zawsze możesz zwrócić się o pomoc do specjalisty, który pomoże Ci wskoczyć na właściwy tor. Jasne, nie każdego na to stać, ale czy istnieje lepsza inwestycja, niż inwestycja w samego siebie? 

 

Przemiany innych traktuj jako motywację, ale nie bierz tego zbyt mocno do siebie. 

 

Wchodzisz na Fejsa, na profilu Ewy Chodakowskiej kolejna spektakularna przemiana, która sprawia, że zbierasz szczękę z podłogi. Instagram, jedna z obserwowanych dziewczyn dodaje zdjęcie i porady, jak straciła 10 kg. Wszystkim się udaje, tylko nie Tobie. Czyżby? Wyjdź na ulicę i się rozejrzyj. Gdzie Ci idealni ludzie, gdzie te perfekcyjne sylwetki? Wiem sama po sobie, że zgubienie, nawet kilkunastu kilogramów, jest możliwe, ale wiele osób robi to pod przykrywką dbania o zdrowie. Szkoda tylko, że tak rzadko mówi się o tej drugiej stronie medalu, o tym, że wiele takich osób nie radzi sobie psychicznie, że wpada w szpony ortoreksji czy innych obsesji. Oczywiście, że taka przemiana jest niezbędna dla osób, które są naprawdę otyłe i własną głupotą doprowadziły się do takiego stanu. Jednak wiem, że wiele normalnych dziewczyn katuje swój organizm tylko po to, by pozbyć się tych 2 kg, które stoją na drodze do przysłowiowej pełni szczęścia. Zastanów się, czy nie należysz do tego grona. Może warto przestawić swoje myślenie? Ja przestawiam, to nie jest krótka i bezbolesna droga, ale uwierz mi, warto! Piękno przemija, ale Twoje wnętrze zostanie z Tobą do końca, pamiętaj. 

 

Bądź dla siebie wyrozumiały, ale nigdy nie traktuj swojego ciała jak śmietnika! 

 

No wiesz, bo Klaudia napisała, że powinnam kochać siebie taką, jaką jestem. Olewam, treningi, olewam zdrowe żarcie, życie mam tylko jedno! Nigdy nie wpadaj w pułapkę takiego myślenia. To, że Twoje ciało nie jest idealne, nie znaczy, że masz dokładać mu jeszcze więcej zmartwień. Dbanie o siebie, zdrowe odżywianie i szukanie własnej równowagi, powinno być czymś naturalnym w Twoim życiu! Nie zniechęcaj się po każdym potknięciu, bo takie zdarzają się każdemu. Zostaw sobie te 30% życia na bycie nieidealnym, tak dla zdrowszej głowy. Nie jesteś chory, a dieta i treningi mają przybliżyć Ci wymarzoną sylwetkę? Pozwól sobie na małe odstępstwa. Nie bój się wyjścia ze znajomymi, gdziekolwiek nie pójdziesz, zawsze będziesz miał opcję wyboru, za każdym razem możesz wybrać łagodniejszą opcję czegoś niezdrowego. Pamiętaj, że Twój sukces to jest właśnie suma takich małych decyzji, nic nie przychodzi od razu. 

 

Jeśli nie chcesz być oceniany przez pryzmat ciała, nie oceniaj w ten sposób innych. 

 

Widzisz strasznie grubą dziewczynę i myślisz sobie, jak żałosne ma życie? Ja myślę inaczej, chciałabym jej pomóc albo zapytać, co jest jej problemem i co się stało, że tak wygląda. Tak, rozmowa to klucz do sukcesu i… empatia? Empatia dla ludzi, bo przecież nikt nie jest idealny. Uwierz mi, że na otyłość składa się najczęściej wiele innych czynników, nie tylko to, że ktoś jest leniwym kanapowcem, który oprócz jedzenia gównianego jedzenia, nie ma innych aspiracji. Może, zamiast szyderczo patrzeć na pulchną dziewczynę, która nie wie, jak używać danej maszyny na siłowni, podejdź do niej i zaoferuj pomoc? Wytłumacz, co robi źle, jak powinno się dane ćwiczenie wykonywać. Niby takie proste, ale często o tym zapominamy. 

 

O co tak naprawdę mi chodzi? 

 

O samoakceptację, której coraz bardziej nam brakuje! Kobiety, jesteśmy piękne. Z każdym naszym pryszczem, z odstającymi boczkami, z kilkoma rozstępami na tyłkach, z przykrótkimi nogami i zbyt szerokimi ramionami. 

Niech idealne ciało nie będzie naszym najważniejszym celem w życiu. Jest tyle innych rzeczy, które liczą się bardziej! Niby takie oczywiste, ale tak często o tym zapominamy. Czujesz się źle w swoim ciele? Oczywiście, zrób coś z tym, ale nie za wszelką cenę, nie idąc po trupach. Pamiętaj, że najważniejsze jest zdrowie. Zrób kontrolne badania, sprawdź, czy wszystko jest z Tobą w porządku. Potem przyjrzyj się swojej diecie, aktywności fizycznej. Zacznij czytać, próbować i postaw na prostotę. Nie naśladuj ślepo schematów, bo utrata wagi ma być tylko i wyłącznie efektem ubocznym tego, co robisz dla swojego zdrowia. A może wcale nie jest Ci to potrzebne? Może wystarczy, że zaczniesz się więcej ruszać, a ciało, mimo że nie straci na wadze, zmieni się nie do poznania? 

Każda z nas jest oddzielną jednostką, każda z nas jest inna. Jednak każda z nas zasługuje na szacunek i miłość innych, a przede wszystkim, samej siebie.

Spróbuj uwierzyć w siebie, zrozumieć, że jesteś piękna z każdym swoim niedociągnięciem, że masz o siebie zadbać, a nie katować się wiecznymi wyrzutami sumienia i celami, które nieustanie sobie wyznaczasz. 

 

Jeśli o tym zapomnisz, wróć do tego postu, spójrz na tę idealną dziewczynę ze zdjęcia i wiedz, że mając idealne ciało, można być najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. 

 

Czy często zadajesz sobie pytanie, jak zaakceptować swoje ciało? A może jest Ci to temat kompletnie obcy i kochasz siebie taką, jaką jesteś? 

Jeśli tekst w jakimś stopniu okazał się dla Ciebie pomocny pamiętaj, żeby zostawić mi jakiś feedback. Zajrzyj na Facebook, napisz do mnie, zostaw komentarz. Wiedz, że w ten tekst włożyłam sporą część mojego serducha.

 

Jesteś piękna, uwierz w to, a Ty partnerze, bądź dla swojej kobiety wsparciem! 

Wasza M. 

 

 

 

 

  • Anatola Franca

    Bardzo mądra i szczera wiadomość. Wiem o czym piszesz. Nigdy przenigdy nie byłam gruba, nie odchudzałam się, nie liczyłam kalorii…aż do momentu kiedy poszłam do liceum zaczęłam intensywnie tańczyć balet i taniec nowoczesny i odchudzać się…a raczej głodzić. Anoreksja trzymała mnie praktycznie 5 lat. Po dwóch latach pozwoliła mi trochę przytyć by wyglądać normalnie ale nie oznaczało to, że w mojej głowie też zapanowałam spokój. Teraz jednak jest inaczej, też jestem weganką, zaczęłam inaczej patrzeć na całe swoje życie i na siebie – zaczęłam siebie kochać, kochać możliwości jakie daje życie, jego smaki, kolory, poczułam, że zamiast dręczyć się wyrzutami sumienia i płakać, w każdej chwili mogę sobie powiedzieć „Mogę inaczej” – mogę kochać moje ciało, mogę nie robić sobie wyrzutów, że za dużo zjadłam, że podjęłam nietrafną decyzję, że coś mi się nie udało. Zdrowe podejście do ciała i jedzenia było po prostu brakującym elementem układanki, który szybko wrócił na miejsce. A odżywianie się dobrym zdrowym jedzeniem to najlepszy wyraz miłości do siebie samej. I nie jest to przykry obowiązek – bo jest to za każdym razem wybór. Zamiast napisać Ci, że przepięknie wyglądasz na zdjęciach (co jest prawdą) napiszę: pięknie brzmisz! Pięknie brzmią twoje myśli i musisz być strasznie piękną osobą! Trzymaj tak dalej!

    P.S. Też mam Hashimoto eh coraz więcej nas 😉

    • Dziękuję Ci za ten przepiękny i wartościowy komentarz! Jednocześnie serce mi pęka, że przechodziłaś przez coś takiego choć z drugiej strony, te doświadczenia zmieniły na pewno bardzo dużo w Twoim życiu. Cieszę się, że odnajdujesz siebie i właściwą ścieżkę, a przede wszystkim, że juz odnalazłaś ten brakujący elemen układanki! 😉
      Przykro czytać, że tak dużo z nas zmaga się z chorą tarczycą! Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć dużo dużo zdrówka, energii i miłości do samej siebie! 😉 Dzięki jeszcze raz i ściskam ciepło. 🙂

  • Agnieszka Pietrzyk

    Klaudia, dziękuję Ci za ten post.
    Wiedziałam, że w swoim czasie stworzysz coś cudnego i poruszającego!
    Najbardziej utkwił mi w pamięci fragment o życiowej parodii. Czasem łapię się na takim bezsensie.. ale wiem że najgorsze to tłumić w sobie te złe emocje. Każdego dnia uczę się samoakceptacji i jak mantre powtarzam sobie, że mieć słabości to nic złego. I to działa! 🙂

    • Aga, a ja Tobie za ten komentarz! Doskonale wiem co czujesz i wiedz, że na pewno nie tylko ja!
      Mamy jeszcze caaaaaałe życie na naukę, czy ktoś nas goni? Nie! Wiedz, że bardzo się z Tobą utożsamiam i kibicuję. Cieszę się, że masz już tyle za sobą i teraz będzie tylko lepiej! To, co już człowiek zrozumiał, zostaje tylko i wyłącznie dla niego. Lepiej późno, niż wcale! Ściskam ciepło! ;*

      • Agnieszka Pietrzyk

        Dokładnie! Czasem niepotrzebnie się nakręcamy 😀 a na wszystko przyjdzie czas. Buziak! :*

  • przepraszam, ale nie będę się rozpisywać w komentarzu, a napiszę tylko DZIĘKUJĘ za ten szczery i mądry wpis! każda kobieta powinna go przeczytać, bo niejedna z nas z tym się boryka, a Twoje słowa są na tyle wartościowe, że docierają tam głęboko do… serducha i krzyczą.. „POKOCHAJ SIEBIE w końcu, bo jesteś jedyna, wyjątkowa i piękna! :)”
    ściskam ciepło <3

    • Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Również ściskam ciepło i życzę duuuużo miłości i wyrozumiałości dla siebie samej! ;*

  • Wiesz, niby to są rzeczy, o których co chwilę można gdzieś przeczytać, a dla psychologa to już oczywiste oczywistości, a jednak… Bardzo do mnie trafiłaś. Bardzo, bardzo. Niezmiernie dziękuję 🙂

  • Aleksandra Wojtal

    Ja chciałabym poruszyć pewną kwestię. Chodzi o to, że tak jak piszesz – dzieci są strasznie wredne w okresie wczesnoszkolnym, a później rosną na ludzi, którzy nie dość, ze nie są zadowoleni ze swojego życia, to jeszcze podkładają innym kłody (oczywiście z zazdrości). A wynika to pewnie z tego, że większość rodziców nie rozmawia szczerze ze swoimi dziećmi, przyjmując za pewnik, że skoro zapewnia się mu odpowiednie wyżywienie i dach nad głową, to dziecko ma zapewnione wszystko, czego potrzebuje. A tak nie jest. Wielokrotnie jak widzę dziecko, wytykające palcem inne, nieco grubsze dziecko, krzyczące: „grubas, grubas” mam ochotę go zapytać: „i co z tego?”. W czym to dziecko jest gorsze? Być może jest bardziej inteligentne, lepsze z matmy, lepiej mu idzie nauka języka obcego. Szczuplejsze dziecko, które uczy się gorzej, czuje się zagrożone „wstrętnym grubasem” i znajduje wśród rówieśników jeszcze słabsze jednostki, które dołączają do wyśmiewania tamtej osoby. I co dalej? Grubsze dziecko mimo, że jest inteligentniejsze od pozostałych, czuje się gorsze, nie ma znajomych, nikt go nigdzie nie zaprasza. Siedzi więc w domu i zajada smutki. I tak mijają. Po jakimś czasie cżłowiek „bierze się w garść”, zaczyna ćwiczyć, zrzuca niepotrzebne kilogramy, osiąga wiele sukcesów. Wydawałoby się, że ma wszystko. Ale brakuje mu jednego – pewności siebie. Poczucie bycia gorszym i zaniżone poczucie własnej wartości bardzo często ciągnie się za takimi ludźmi latami, powodując pewnego rodzaju hamulec. Coś takiego sprawia, że osoba ta mogłaby robić znacznie więcej, ale nie robi. W obawie przed reakcją rówieśników. Dlatego też obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko, to pierwsze czego będę chciała go/ jej nauczyć to tolerancja. Nie chcę, by szufladkowało innych, przywiązywało wagę tylko i wyłącznie do wyglądu. Nie chcę by kiedykolwiek zraniło kogoś do tego stopnia, by ta osoba czuła się w jakiś sposób gorsza. Wiem, że jestem idealistką, ale uważam, że gdyby rodzice częściej wpajali swoim dzieciom, że – tak jak piszesz – każdy z nas jest inny, każdy z nas jest wyjątkowy, to naprawdę żyłoby się nam lepiej. Ja sama często spotykam się na tym, że narzekam na swoje szerokie biodra, ale chwilę później myślę sobie: „eee, stara.. Nicki Minaj zapłaciła grubą kasę za to by mieć wielkie biodra, Ty masz to za darmoszkę”. Kończąc, dodam tylko, że naprawdę wspaniałe jest to, że jesteśmy inni. Świat byłby nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami…

    (P.S. Tak, powyższa treść dotyczy w bardzo okrojony sposób mojej historii walki z pewnością siebie) 🙂

    Buziaki 🙂

    • Ola, bardzo dziękuję Ci za ten szczery i wartościowy komentarz. To, o czym piszesz, jest NIESTETY smutną prawdą. Nasze dorosło życie jest naprawdę uzależnione od tego, co przeżyliśmy jako dzieci, szczególnie jeśli chodzi o kwestię samoakceptacji i pewności siebie.
      Jesteś wielka, a przede wszystkim wyjątkowa! Zresztą, jak każda z nas, na swój sposób. Ważne, żeby być dobrym człowiekiem i brać to, co daje nam akurat życie. Reszta się poukłada, wierzę w to. Ściskam Cię bardzo bardzo bardzo mocno! ;*

  • Dobrze, że o tym piszesz – mam nadzieję, że trafi to do szerszej publiczności, do dziewczyn, które tego najbardziej potrzebują. Ja również przez podobne etapy przechodziłam – największym kompleksem w szkole była dla mnie pupa, bardzo różniłam się od innych dziewczyn, które były chudzielcami i wpierdzielały tonę fast foodów, a ja tyłam po jednym batoniku. A teraz? Sama nie wiem jak do tego doszłam, ale uważam to za atut! Podkreślam ubraniem, czuję się ze sobą dobrze i kobieco. Przestałam się odchudzać i jedząc wszystko w umiarkowanych ilościach czuję upragniony balans.

  • Sandra

    Mnie tez nikt nie nauczyl samoakceptacji bo moja mama sama od zawsze zmagala sie z kompleksami. Mi pomogl moj narzeczony, przebylismy dluuuga droge oparta na moim placzu i jego staraniach by pokazac mi, ze jestem piekna. W koncu pomoglo. Teraz ja staram sie pomoc mamie. Szukam dla niej roznych artykułow ( Twoj wpis tez jej pokaze 😀 ), sklepow gdzie moglabym kupic cos modnego w swoim rozmiarze ( jak np maximomoda.pl) i caly czas staram sie z nia rozmawiac o tym, ze z samooakceptacja zyje sie lepiej 🙂

    • Hej Sandra! Widzisz, życie lubi być przewrotne, teraz Ty uczysz samoakceptacji swoją mamę, a nie ona Ciebie! 🙂 Jedyne co mogę napisać to… pozazdrościć takiej córki, gratuluję! Fajnie, że sama poukładałaś sobie wszystko w głowie, nawet jeśli musiał Ci w tym pomóc narzeczony. 😉 Oby tak dalej, pozdrawiam!

  • Pingback: Wyznaję.()

  • Pingback: Vegan, paleo, organic, gluten-free, raw, a może low fat? | Weganizm, moje podejście i spostrzeżenia.()

  • Pingback: Kobieto, jesteś kimś więcej, niż liczbą na wadze. | Jak przestać obsesyjnie myśleć o swoim ciele?()

  • Pingback: Samoakceptacja kluczem do szczęśliwego życia! | Co o sobie myślisz?()

Close