Dieta

Mity o weganizmie, w które już nie wierzę.

mity o weganizmie

 

Weganizm to temat, który wciąż wzbudza wiele kontrowersji. Mimo że wiedza o diecie roślinnej jest coraz łatwiej dostępna, a ilość osób, które wykluczają ze swojej diety produkty odzwierzęce, wciąż rośnie, duże grono osób, nieprzerwanie wierzy w obalone już dawno stereotypy, na temat tego sposobu żywienia. 

Mój staż bez produktów pochodzenia zwierzęcego nie jest zdumiewająco długi, dokładnie w tym miesiącu mija rok, odkąd podjęłam decyzję o przejściu na weganizm. Niby krótki okres, ale myślę, że okrągły roczek to wystarczająco, bym mogła wypowiedzieć się na ten temat. Chcę tylko dodać, że weganizm to nie tylko dieta, dlatego nie mogę określać się stuprocentową weganką. Mimo że staram się dbać o to, by w mojej szafie i kosmetyczce nie pojawiały się produkty pochodzenia zwierzęcego, na pewno popełniam jeszcze wiele błędów. Jednak kompletnie tego nie ukrywam i uważam, że każdy krok jest istotny, nawet ten najmniejszy. Dlatego wolę określenie: Jestem na diecie wegańskiej.

W moim przypadku zmiany w jadłospisie nie były tak drastyczne, jak mogłoby się wydawać. Od 2-3 lat, z niewielkimi przerwami i odstępstwami, unikałam nabiału i jajek, tych produktów w mojej diecie nie było prawie w ogóle. Tak naprawdę, wyeliminować musiałam tylko (lub aż) mięso, ryby i owoce morza. O mojej historii przejścia na dietę roślinną, na pewno pojawi się oddzielny post. Dziś zajmę się czymś, co często wzbudza wiele dyskusji. Są nimi utarte stereotypy i mity o weganizmie, w które niestety sama kiedyś wierzyłam.

 

Mity o weganizmie, w które już nie wierzę.

Moje TOP 11

 

 

1. Weganizm jest drogi. 

Jeśli tak uważasz, zaraz wyprowadzę Cię z błędu. Weganizm, jak każda inna dieta, może być tania, mocniej odczuwalna dla naszego portfela oraz po prostu droga. Jednak nieprzetworzona dieta roślinna kosztowna nie jest! Jakie są produkty, które najczęściej goszczą w moim jadłospisie? Ryż, płatki owsiane, wszelkiego rodzaju kasze, ziemniaki, pestki, orzechy, warzywa świeże, ale również mrożonki, strączki, owoce, siemię lniane, kakao, owoce suszone, rzadziej tofu, a główne skrzypce grają po prostu przyprawy. Więcej o moich kuchennych zapasach, przeczytasz tutaj. Przechodząc na weganizm, nie musisz, a nawet nie powinieneś opierać swojej diety tylko na wegańskich serach, parówkach czy innych gotowcach, które pozornie wydają się droższe. Jednak zaufaj mi, na racjonalnej, nieprzetworzonej diecie roślinnej, Twój portfel na pewno nie ucierpi! Nie musisz od razu robić zapasów popularnych ostatnio Superfoods czy innych, trudniej dostępnych produktów. Oczywiście, te perełki stanowią świetne uzupełnienie i urozmaicenie naszej diety, jednak dostarczenie wszystkich, niezbędnych makro- i mikro- elementów do swojej diety, jest możliwe również przy użyciu bardziej podstawowych i ogólnodostępnych produktów. Co więcej, ja właśnie teraz doceniam artykuły, których w Norwegii nie uraczę! Świeżutka, kiszona kapusta, pyszne i tanie jabłka, botwinka, ogórki kiszone… Za grosze można zaopatrzyć się w prawdziwe bomby witaminowe! 

 

2. Każda dieta wegańska jest zdrowa.

Wiesz Zosia, bo ja jestem na weganizmie. Nie martwię się tym, co jem, a zdrowie będę miała na pewno! Czyżby? Weganizm może być równie szkodliwy dla naszego organizmu, jak dieta, która zawiera produkty odzwierzęce. W tymi miejscu odsyłam Cię do mojego starego wpisu, w którym idealnie to wszystko zobrazowałam. Pokazuję tam przykład wegańskiego jadłospisu, który na dłuższą metę, może mieć bardzo zły wpływ na nasz organizm. Czy wiesz, że w sklepach, wiele popularnych słodyczy jest wegańskich? Oreo, Mamba, Familijne cytrynowe, sporo czekolad, alkohol itd. Do tego buła kajzerka, sojowa parówka, gotowe dania mrożone albo codziennie, smażone na głębokim tłuszczu frytki i gorsze samopoczucie gwarantowane. To nie jest tak, że weganizm = zdrowie.Tym bardziej obecnie, kiedy dostępność wegańskich, przetworzonych produktów, jest coraz większa!

Jestem zwolenniczką szukania złotego środka i równowagi w każdym elemencie życia, także w diecie. Dlatego i ja czasami pozwalam sobie na małe odstępstwa i zjem coś, co ma skład podobny do tablicy Mendelejewa. Jednak zdarza mi się to bardzo rzadko.

 

3. Na diecie wegańskiej chudniemy. 

A co jeśli napiszę, że na diecie roślinnej przytyłam? I nie dlatego, że jadłam wegańskie, przetworzone żarcie! Moja dieta była i nadal jest mało przetworzona, jednak przez dłuższy czas, kompletnie przestałam zwracać uwagę na kalorie, a przede wszystkim, moje własne zapotrzebowanie kaloryczne. 100 g. płatków owsianych na śniadanie? Czemu nie! Do tego porządny banan, masło orzechowe, kilka świeżych daktyli i szklanka mleka roślinnego. Kaloryka tego dania, oscyluje wokół 1000 kcal, ale kto by się tym przejmował! Mimo że nadal upieram się przy stanowisku, że kaloria kalorii nie równa, przekonałam się na własnej skórze, że nie możemy z tym przesadzać. Oczywiście, ten kto kilka lat żywił się śmieciowym żarciem i nagle przejdzie na dietę roślinną, schudnie na pewno. Jednak każdy z nas jest oddzielną jednostką, na którą w inny sposób działają różne elementy. Dobrze, może ciężko spotkać otyłego weganina, jednak z małą nadwagą osoby zdarzają się dosyć często. 

 

4. Niedobór żelaza do pewniak na diecie wegańskiej. 

Po raz kolejny Cię zaskoczę, robię regularne badanie poziomu ferrytyny i wszystko jest tak, jak być powinno. (Wyjaśniając, chcąc sprawdzić poziom żelaza, warto zbadać, jak napisałam w poprzednim zdaniu, poziom ferrytyny, który daje dużo wiarygodniejszy obraz poziomu żelaza w naszym organizmie, niż badanie samego żelaza. Ferrytyna to białko, które jest odpowiedzialne za gromadzenie żelaza i to właśnie jej poziom odzwierciedla stan rezerw tego pierwiastka w naszym ciałku). Gdybym zapytała Cię teraz, jakie źródła żelaza znasz? Założę się, że Twoja pierwsza myśl to wątróbka i czerwone mięso. To najczęściej było nam wpajane w przeszłości, musisz jeść dużo wątróbki i mięsa, żeby nie nabawić się anemii!  Tak, prawdą jest, że żelazo pochodzenia roślinnego jest gorzej przyswajalne niż to pochodzenia zwierzęcego. Jednak wystarczy np. dodatek witaminy C, by to zmienić. Poniżej przedstawiam świetne zestawienie, które pochodzi z portalu Veganworkout, przekonajcie się, ile roślinnych źródeł żelaza możemy znaleźć!

 

mity o weganizmie, w które już nie wierzę

 

 

5. Weganie cierpią na osteoporozę, jedząc produkty roślinne, nie dostarczają organizmowi wapnia.

Tak, mnie też w szkole uczono, że muszę pić dużo mleka, by mieć mocne kości. Okazuję się, że mleko nie jest jedynym źródłem wapnia, a wręcz przeciwnie, w diecie człowieka, może go nie być wcale. Warto przeczytać artykuł, w którym dietetyk Damian Parol analizuje półprawdy na temat mleka i udowadnia, że to zagadnienie nie jest ani czarne ani białe. Jednak pewny jest fakt, że na diecie wegańskiej śmiało można dostarczyć organizmowi, wystarczającą ilość wapnia! 

 

mity o weganizmie, w które już nie wierzę

 

 

6. Produkty wegańskie są trudno dostępne. 

Kochani, obecnie nie ma nic prostszego, niż przejście na weganizm! Nie chcę się powtarzać, we wcześniejszych podpunktach wspomniałam już, że nieprzetworzony weganizm składa się z łatwo dostępnych i najczęściej, naprawdę tanich produktów. Co więcej, obecnie znane i lubiane sieciówki takie jak Biedronka czy Lidl, na stałe wprowadzają do swoich ofert produkty wegańskie. Z tego, co się orientuję, w obu sklepach znajdziecie pyszny hummus, a Lidlu niedawno pojawiło się tofu! Oprócz tego cała gama innych, z natury wegańskich produktów. Narzekanie, że weganizm musi być czasochłonny, jest tylko nic niewartą wymówką. Jadąc do ukochanej babci, też będziesz miał co zjeść! Pyszne ziemniaczki ze świeżym koperkiem z ogródka, surówka z kiszonej kapusty i brzuszek na jakiś czas usatysfakcjonowany. A może babcia zrobi pierogi z kapustą i grzybami bez jajek w cieście?

 

7. Weganin nie ma co zjeść na mieście.

Kolejny mit, w który warto PRZESTAĆ wierzyć. Nie musimy iść do stricte wegańskiej knajpy, żeby zjeść roślinny posiłek. W większość miejsc możemy znaleźć coś, co produktów pochodzenia zwierzęcego zawierać nie będzie. Gotowane ziemniaki, kasze, pizza bez sera i szynki, surówki, kawa z mlekiem roślinnym, która dostępna jest w wielu sieciówkach… Uwierz mi, że podstawą jest dialog z obsługą w restauracji. Sama przerabiałam wyjście na kebaba, gdzie zjadłam po prostu wrapa z ogromem warzyw i sosem pomidorowym czy zamianę mięsa w hamburgerze, na grillowane warzywa. Zawsze jest jakaś alternatywa! Do tego, w większych miastach otwiera się coraz więcej wegańskich miejscówek, gdzie można zjeść obłędne jedzenie! Jeśli nie wiesz gdzie ich szukać, skorzystaj z aplikacji Happy Cow, która działa na całym świecie, wyszukując sklepy/restauracje, gdzie weganin na pewno znajdzie coś dla siebie. U mnie sprawdziła się ona m.in. w Kopenhadze, Madrycie i Barcelonie!

 

8. U kobiet, weganizm powoduje problemy z miesiączkowaniem.

Jestem zmuszona kolejny raz Cię zaskoczyć, u mnie było odwrotnie. Już jako nastolatka, miałam ogromne problemy z miesiączkowaniem. Później, duża utrata wagi i problemy z tarczycą przyczyniły się do tego, że dwukrotnie, na okres 2 lat, mój okres się zatrzymał. Jestem przekonana, że dieta roślinna była jednym z czynników, który wpłynął na to, że wróciłam do w miarę regularnego miesiączkowania. Każda źle zbilansowana dieta może wyrządzić duże szkody w naszym organizmie, zarówno wegańska, jak i ta z produktami odzwierzęcymi. Jednak nieprzetworzony weganizm może przynieść wiele dobrego! Kobiety nie powinny się obawiać, że dieta roślinna może w zły sposób wpływać na ich gospodarkę hormonalną. Problemy hormonalne przerabiam tak naprawdę od samego początku i jeszcze raz podkreślę, dieta roślinna nie wpłynęła w zły sposób na moje sprawy kobiecie, a wręcz odwrotnie, przyniosła wiele dobrego! 

 

9. Sporty siłowe nie są dla osób na diecie wegańskiej. 

Swoją przygodę z siłownią, tak bardziej na poważnie dopiero zaczynam, więc ciężko obalić mi ten mit opierając się na własnym doświadczeniu. Do tego choroba Hashimoto i niedoczynność tarczycy, które troszkę mi sprawy utrudniają… ale! Dieta wegańska przy sportach siłowych jest jak najbardziej mile widziana. Polscy sportowcy, których znam z sieci, są żywym dowodem na to, że bez mięcha da się przerzucać żelastwo! Polecam Ci zajrzeć na bloga Jakuba, o którym wspominałam nie raz, zaciekawić Cię może również Adam Kunicki, Muły i Brokuły czy Rafał Kamiński. Na świecie jest wielu sportowców, którzy będąc na diecie wegańskiej, robią nieprawdopodobne rzeczy! Bieganie ultramaratonów, sztuki walki, sporty siłowe, długo by wymieniać. Od siebie dodam tylko, że będąc na diecie roślinnej, nie odczułam spadku energii czy gorszego funkcjonowania organizmu, niż miało to miejsce wcześniej. Oczywiście, nie mogę stwierdzić, że zdrowie dopisuje mi na 100%, jednak przy dosyć dużej aktywności na co dzień, mam się całkiem nieźle!  

 

10. Soja jest rakotwórcza, GMO, zawiera nieprzyswajalne dla ludzkiego organizmu białko i w ogóle tfu, tfu, tfu! 

Ponownie oddaję głos specjaliście. Damian Parol świetnie rozprawił się z mitem złowrogiej soi! Mój Drogi, tak naprawdę każdy składnik naszej diety, może być dla nas trucizną! Wszystko jest dla ludzi, ale z głową. Co z tego, że nasiona Chia są uznawane na Superfoods? Sprawdzają się jako dodatek, ale nie podstawa naszej diety! Nawet najzdrowszy produkt w zbyt dużej ilości, może nam zaszkodzić. Nie twierdzę, że soja pozytywnie działa na wszystkich, niektórzy po prostu jej nie tolerują i gorzej się po niej czują. Sama nie jadam tofu oraz innych pochodnych soi codziennie. Jednak to naprawdę świetne i w pełni wartościowe źródło białka, które na diecie wegańskiej jest jak najbardziej wskazane! Najwięcej obaw budzi zazwyczaj fakt, że soja jest modyfikowana genetycznie. Jak napisał Damian, w Polsce obowiązuje prawo, które jasno mówi, że każdy produkt GMO musi być dokładnie oznakowany. Dlatego też znalezienie w polskim sklepie soi GMO jest wręcz niemożliwe. Zatem, jakie są fakty? Soja to świetne źródło: pełnowartościowego białka, żelaza, magnezu, cynku, a także witamin, m.in tych z grupy B, błonnika oraz dobrego tłuszczu! Zachęciłam? 

 

11. Weganie to oszołomy, które prowadzą hipisowski styl życia. 

Mam nadzieję, że w ten mit już nikt nie wierzy. Oczywiście, jak w każdym kręgu ludzi, spotykamy wyjątki, które czasami psują reputację całej grupy. Podobnie wygląda to wśród wegan. Zdarzają się jednostki, które zbyt nachalnie obnoszą się swoim stylem życia, wręcz narzucając go innym. Przecież weganizm to jedyna słuszna ścieżka! Nigdy nikomu tego nie powiem i mimo że wierzę, że to, co robię, jest dobrym wyborem, nie narzucam go innym. Cieszę się, jeśli ktoś, zainspirowany moją osobą, postanowi zmienić coś w swoim życiu. Jednak na tym kończę, bo jesteśmy ludźmi, a ludzie mają prawo wyboru!

Aaa, zapomniałam dodać, że tak naprawdę żyję w moim kamperze, z dala od cywilizacji, bez prądu i żywię się tym, co daje mi norweska natura, myjąc zęby w lodowatym morzu! Taki ze mnie hipisowski trawożerca.

 

Mity o weganizmie nie kończą się tylko na jedenastu przykładach, które przeczytaliście powyżej. Wybrałam te, które moim zdaniem, powtarzają się najczęściej. W tym tekście podzieliłam się z Wami tylko niewielką częścią doświadczeń związanych z przejściem na dietę roślinną. Jeśli jesteście zainteresowani taką tematyką, dajcie znać! A może chcielibyście, bym poruszyła jakieś konkretne zagadnienie? 

Czy macie jakieś doświadczenie z dietą roślinną? A może sami należycie do grona osób, które wierzą w wymienione przeze mnie mity o weganizmie? Koniecznie dajcie znać w komentarzu, a jeśli mój tekst okazał się pomocny i Was zainteresował, podzielcie się nim ze znajomymi!

Zapraszam Cię również na mój fanpage oraz Instagram, gdzie możesz być na bieżąco z tym, co u mnie. Chodź, poznajmy się bliżej! 🙂 

 

Wiecie co, to wszystko nieprawda, ja jednak jem tylko sałatę… 

Wasza M. 

  • Anvariel

    Daleko mi go wegetarianizmu a tym bardziej weganizmu, ale zgadzam się że większość przytoczonych mitów to bzdury (mam dylemat z tą nieszczęsną soją, nie twierdzę jednak że nie masz racji, może to ja się mylę :)). Trzeba słuchać swojego organizmu oraz wyeliminować przetworzony syf, który z jedzeniem niewiele ma wspólnego. Wiadomo, że na każdej diecie eliminacyjnej trzeba uważać, bo łatwiej o niedobory, ale to nie oznacza, że nie da się jej poprawnie zbilansować. A wtrącanie się innym do talerza jest oznaką braku dobrego wychowania 😉

    • Właśnie takie podejście mi się podoba! Mimo że masz kompletnie inną dietę, potrafisz uszanować wybór innych. 😉 Pozdrawiam cieplutko i mądre słowa!

      • Anvariel

        Dziękuję i również pozdrawiam!
        A tak swoją drogą, wegańskie jedzenie potrafi być bardzo smaczne. Zdarza mi się korzystać z przepisów na słodkości i warzywne obiady i bardzo sobie cenię ten smak. Poza tym, wiele wegańskich potraw (o ile tam nie ma zbóż i strączków), świetnie wpisuje się również w mój styl żywienia. 🙂

        • Wegańskie dania potrafią zaskakiwać! A jak się żywisz? Zakładam, że unikasz białka roślinnego i stawiasz na to zwierzęce oraz, z tego co piszesz, nie jesz glutenu. Twój wybór, a może ze względu na tarczycę/nietolerancje? Odczuwasz różnice? 😉

          • Anvariel

            Zaczęło się od problemów jelitowych. Pierwsza konfrontacja z lekarzem okazała się nieudana, a terapia nieskuteczna. Druga podobnie. Zaczęłam więc na własną rękę eliminować poszczególne grupy produktów. Całość jest skomplikowana, generalnie usunięcie glutenu pomogło na jakiś czas, ale potem objawy wróciły. Tak więc po kolei usuwałam inne rzeczy. W najtrudniejszym etapie nie byłam w stanie zjeść nawet ryżu Poddałam się i poszłam do lekarza. W tym momencie jestem po 3-miesięcznej kuracji m.in. antybiotykiem i jest nieco lepiej. Prawdopodobnie mam zespół jelita drażliwego – szczególnie mocno reaguję właśnie na zboża, strączki oraz niektóre owoce (jabłka) i warzywa (cebula). Bardzo więc uważam (chociaż miewam wpadki :)). To nie jest też tak, że nie mogę wcale – mam pewnie próg, czasem jak zjem niewiele to jest ok.

            W tym momencie jem mięso, ryby, jajka, większość warzyw i owoców, zdrowe tłuszcze oraz orzechy i nasiona. Sporadycznie jem nabiał (piję mleko bez laktozy do kawy, raz na jakiś czas dobry twaróg czy jakiś ser pleśniowy) – nie ufam przemysłowemu nabiałowi stąd to ograniczenie. Poza tym na mleko reaguję średnio więc uważam. W tym momencie powoli wracam do pseudo-zbóż i zbóż bezglutenowych (proso, gryka, amarantus, ryż) – przy czym spożywam jest w formie kasz, unikam makaronów i wypieków. Do strączków chciałabym wrócić, ale reaguję na nie fatalnie – ostatnio próbuję ciecierzycę bo wydaje mi się najmniej „agresywna”. Unikam glutenu, rafinowanego cukry i utwardzonych tłuszczów oraz żywności bardzo mocno przetworzonej (znaczy staram się, bo czekolada jest pyszna :), czasem chrupnę też jednego czy dwa wafelki), soi (bo jednak nie do końca ufam) i kukurydzy (podobnie jak soja).

            Do glutenu raczej nie wrócę wcale. Jak wspominałam do strączków chciałabym, ale nie wiem czy będę w stanie.

            Nietolerancja to raz. Zauważyłam też kilka innych zmian związanych ze zmianą diety. Ograniczenie węgli ze zbóż spowodowało, że przestałam mieć napady wilczego głodu, nie muszę już jeść co 3 godziny (kiedyś to była masakra, głód był taki, że nie mogłam się na niczym skupić). Nie mam napadów senności po posiłkach. Trochę łatwiej mi utrzymać dobrą sylwetkę. No i tarczyca – endo zasugerował, żebym nie jadła glutenu jak nie muszę – a że w sumie nie brakuje mi tego, to nie jadam.
            To w sumie tyle. Jak widać czynników w moim przypadków jest wiele 🙂

          • Niezła historia! Ja też przechodziłam przez podobne problemy żołądkowe, wiec rozumiem Twój ból. Dalej mam wrażliwy układ pokarmowy, szczególnie na jedzenie poza domem. Jednak sytuacja jest w miarę stabilna, a do niektórych objawów po prostu się przyzwyczaiłam. Pozdrawiam 😉

Close